Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » Kury, kaczki, droga na Miszkolc

Kury, kaczki, droga na Miszkolc

Cóż, świat nie zawsze jest idealny. I  czasem, by dostać się na Węgry trzeba po drodze zmierzyć się ze stadem wściekłych kaczorów, czasem – o piątej rano – wygrać nierówny bój ze sztucznym słoniem. Czasem na przeszkodzie staje nieuczciwa rzeczywistość i kręta droga, która wiedzie cię przez połoniny, gdzieś hen za Stasiukiem, a nawet dalej.

TG_161024_NatGeo_TAT_Wegry_2498

No więc świat nie był idealny również wtedy, gdy w środku nocy ruszaliśmy z budynku przy stołecznej ulicy Marynarskiej do węgierskiego Tokaju, a nawet dalej, bo do Miszkolca. Nasze jeepy renegade w prawie wszystkich kolorach tęczy dawały radę, ale tego samego nie mogliśmy powiedzieć o polskich, słowackich i węgierskich drogowcach. Drogi w tych trzech wyszehradzkich krajach buduje i remontuje się teraz na potęgę, co nie może pozostać bez wpływu na tempo jazdy po Mitteleuropie. My w każdym razie jechaliśmy dość szybko, choć z wyraźnym naciskiem na dość, i dotarliśmy na miejsce z kilkugodzinnym opóźnieniem.

TG_161024_NatGeo_TAT_Wegry_2525

Ale warto było telepać się kilkanaście godzin, by u celu skosztować tego, co w tej części świata najlepsze, a więc białych win ze szczepu furmint czy muscat (ale nie tylko) i fantastycznych zakąsek w rodzaju kiełbasy z mangalicy – futrzastej węgierskiej świni, którą swego czasu rozsławił u nas polsko – węgierski pisarz Krzysztof Varga, monstrualnych skwarek wieprzowych,  tudzież pasty z twarożku ze śmietaną, cebulą i papryką na chlebie. A przecież w tym fenomenalnym zestawie była jeszcze palinka – znakomita tutejsza wódka, tu w wersji na muskacie i pigwie. 

TG_161024_NatGeo_TAT_Wegry_2658

Płynęliśmy więc naszymi kolorowymi autami po winogronowych stokach – bardziej metaforycznie niż dosłownie. A potem jeszcze dalej, przemierzając tokajskie drogi, posągi Bachusa i równie kolorowe co nasze auta domy przy tychże drogach. A potem pan Odon zapytał tajemniczo: – Czy wiecie co to jest?

TG_161024_NatGeo_TAT_Wegry_2606

Przypadkowo wiedziałem, ale nie zdradziłem się ni oddechem. Otóż pan Odon, nasz nieoceniony węgierski przewodnik, znakomicie władający językiem Adama Mickiewicza i Doroty Rabczewskiej, pokazał nam był nieco nieforemne tutejsze rodzynki. Mrużąc przy tym oczy wycedził, że to skarb, z którego Węgry słyną na cały świat. Aszu. Spleśniałe, wytrawne, szlachetne rodzynki, które kosztują fortunę. A to dlatego, że powstaje z nich niezwykłe wino. – To, co gdzie indziej uznane zostałoby za chorobę, u nas jest atutem. Przewagą. Zaletą. Przysmakiem. Cudem.

TG_161024_NatGeo_TAT_Wegry_2778

I jest to najprawdziwsza prawda w takim samym stopniu jak białe jest czarne w słynnym przemówieniu Prezesa. 

TG_161024_NatGeo_TAT_Wegry_2786

A potem wpuszczono nas do wykutych w skałach Hegyalja piwnic Szedmak Pince. Piliśmy aszu i piliśmy eszencję, czyli trunki (nie zawsze alkoholowe), które tu wyceniane są na tysiące forintów, czyli setki i tysiące złotych. Wszędzie wokół towarzyszyła nam czarna pleśń, zwana też grzybnią (Cladosporium cellare). Tu umieszcza się butelki, tudzież beczki z młodym winem, a grzyb robi swoje. To on zapewnia idealną wilgotność i temperaturę.

TG_161024_NatGeo_TAT_Wegry_2818

Kolacja w hotelu Palota w Lillafured, który przypomina całkiem spory zamek, była wydarzeniem bardziej estetycznym niż kulinarnym. Położony na wzgórzu pałacyk wygląda jakby pamiętał jeszcze Franza Jozefa i Austro – Węgry (choć  nie pamięta, bo zbudowano go w czasach Wielkiego Kryzysu, w latach 1928-31). Witraże z lokalnymi bohaterami w ogromnych oknach, ogromne dywany w przestronnych hallach, masywne (i dostojne) drewniany bary w lobby… Cesarz w zaświatach ukontentowany kręci wąsa.

TG_161024_NatGeo_TAT_Wegry_2858

Przy posiłku nie mogliśmy stuknąć się szklankami z piwem. To znaczy nie chcieliśmy, znając historię węgierskich powstańców, którzy w 1849 roku walczyli z Austriakami o niepodległość. Nie wyszło, Austriacy powiesili wtedy 13 węgierskich generałów, ucztując, klepiąc się po plecach i, no właśnie, stukając się przy tym kuflami z piwem. Od tego momentu Węgrzy pijąc piwo są mocno wstrzemięźliwi. A stukają się winem czy palinką.