Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » Chodźmy wszyscy do źródełka

Chodźmy wszyscy do źródełka

TG_161028_NatGeo_TAT_Wegry_4446

No więc tak się zdarzyło, że trafiliśmy do mieszkań, które wykute były w miękkiej wulkanicznej skale. Niby nic, a jednak. – Kiedy rodziło się dziecko, pan domu chwytał za kilof i dłubał kolejny pokój – tłumaczył pan przewodnik, nazwijmy go tym razem Istvanem. W skalnych domach jest wszystko, czego potrzeba do życia: łóżka, meble, stoły, krzesła, piec wreszcie. I choć niełatwo w to uwierzyć, całe rodziny żyły tu przez dziesiątki lat. 

TG_161028_NatGeo_TAT_Wegry_4430

– Jak było zimno, to mężczyzna i dzieci szli przytulić się do krowy – o tutaj, proszę zobaczyć, mieszkała w tym mniejszym pokoiku – a matka kuliła się gdzieś tu, przy piecu. Wszyscy byli zadowoleni, wygrzani. Nie straszna była im najmroźniejsza zima – tłumaczył pan Istvan. 

TG_161028_NatGeo_TAT_Wegry_4442

Zresztą nie tylko rodziny, nie tylko ludzie. Przed jednym z takich apartamentów wypatrzeć można tak samo wydłubaną w niewielkiej skałce… budę dla psa. 

W Egerszalók, w mieszkania wykutych w skale ludzie mieszkali jeszcze do roku 1990. Teraz jest tu skansen, w którym spojono nas węgierskim grzańcem na winie, a potem wysłano do Saliris.

TG_161028_NatGeo_TAT_Wegry_4465

TG_161028_NatGeo_TAT_Wegry_4456

Źródełko w Egerszalók – gdzie dziś stoi kompleks Saliris – wytrysło podczas poszukiwań ropy naftowej, tudzież gazu ziemnego, a być może nawet świętego Graala. Surowca nie znaleziono, Węgry nie stały się drugim Kuwejtem i wciąż nie zarabia się tu w petrodolarach, ale źródełko, które powstało z odwiertu i tak zachwyciło kopaczy. To znaczy – bardziej zachwyciło ich przełożonych, a może nawet przełożonych ich przełożonych, gdy po ekspertyzie okazało się, że woda ma rozliczne walory. Dzięki wysokiej zawartości sodu, siarki oraz wodorowęglanu wapnia i magnezu leczy się tu połowę chorób tego świata, z sezonową depresją włącznie. 

TG_161028_NatGeo_TAT_Wegry_4451

Saliris, czyli Góra Solna, to węgierskie Pamukkale – mówią. I pewnie mają rację. Podobieństw można się doszukać wiele (co widać na przykład na zdjęciach). I tu i tam wokół białych, świecących półek wyrosły prawdziwe turystyczne kombinaty. Nie mnie oceniać, czy to dobrze, czy źle. Faktem jest, że zjeżdżają tu całe armie ludzi i pluskają się w błękitnej wodzie, oczy nasycając widokiem tegoż naturalnego cudu. 

TG_161028_NatGeo_TAT_Wegry_4467

I tylko pan Odon – na zdj. poniżej – czasem westchnie, że gdy miał lat naście czy może 20+ a więc w latach 70-80. nie było tu wokół nic. Tylko cudowna woda i dzika przyroda. Łapało się (to znaczy nastoletni pan Odon z kolegami łapał) taksówkę z Egeru – to ledwie 6 km z centrum – kupowało się proste, tanie wino i się jechało. Nie było lepszego akompaniamentu dla wieczornej degustacji. 

TG_161028_NatGeo_TAT_Wegry_4486

TG_161026_NatGeo_TAT_Wegry_151608

TG_161026_NatGeo_TAT_Wegry_160936

My degustację zostawiliśmy sobie na później. Już po igraszkach w innym kąpielisku – Cascade, słynącym z monstrualnych zjeżdżalni i miliona basenów i baseników, w których prawdopodobnie można spędzić całe życie.

Zostawiliśmy ją sobie na wieczór, gdy kolorowe Jeepy zawiozły nas gdzieś hen, wysoko, w góry Matra. TG_161028_NatGeo_TAT_Wegry_4484