Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » Batory z Egeru i bycza krew

Batory z Egeru i bycza krew

Wpierw huknęło, potem pół dziedzińca spowiła gęsta chmura dymu. W świat poleciały drobinki papieru. Pan rycerz załadował ponownie. XVI-wieczny muszkiet do dziś działa tak jak blisko pół tysiąca lat temu, gdy tu, na zamku w Egerze garstka Węgrów (i jeden Polak, Stanisław z Krakowa) broniła się przed nawałnicą Turków. Wtedy – w 1552 roku – jeszcze całkiem skutecznie. 

Dziś tamte realia odtwarzają tu rekonstruktorzy. 

TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_3751

TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_3735

TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_3739

Jeden z nich, człowiek o fizjonomii Stefana Batorego (jest nim zresztą podczas spotkań rekonstruktorów, np. niedawnow Krakowie) o historii swojego kraju może opowiadać godzinami, wtrącając nierzadko słowa po polsku. Jako że Lengyel magyar… itd. Jest więc o wiecznej polsko – węgierskiej przyjaźni, o wojnie z niewiernymi i wreszcie o Austriakach, którzy okazali się być gorsi od tychże. Wyłania się z tych opowieści obraz dumnego, odważnego i bardzo nam przyjaznego narodu, który wciąż tęskni za tym, co było, ale nie ma wiele nadziei na to, co będzie.

TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_3698

Chcą poczuć klimat zamku, weszliśmy w egerskie kazamaty, czyli system podziemnych umocnień. Tędy obrońcy wychodzili za mury, by sprawdzić, czy pod zamek nie podłożono min. W kazamatach znajduje się studnia, dzięki której bohaterowie mogli bronić się miesiącami i sala tortur z zestawem zmyślnych narzędzi.  

TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_3812

To co Turkom nie udało się w roku 1552, udało się ponad cztery dekady później. Wojska sułtańskie zdobyli ostatnią węgierską twierdzę w 1596. Ale dzieła ostatecznego zniszczenia zamku dokonali nie oni, a panujący tu od 1699 roku Austriacy (w trzy lata po opanowaniu Węgier). Całkiem słusznie uznali oni wówczas, że węgierskie fortece to potencjalne ośrodki separatyzmu.

TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_3782

Dziś odbudowany zamek w Egerze to symbol patriotyzmu, na jego terenie znajduje się m.in. grób pisarza Gezy Gardonyiego, autora powieści „Gwiazdy Egeru” – o bohaterskich jego obrońcach, napisanej rzecz jasna ku pokrzepieniu serc. Do grobu Gardonyiego co roku przyjeżdżają pielgrzymki madziarskich uczniów i miłośników historii.TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_4367

Wieczór spędziliśmy – dla odmiany – degustując egerskie wina. Wpierw w niezwykłej winnicy AÉS – Ferenca Csutorása pod miastem, która jest jednocześnie kampingiem i lotniskiem, a potem w winnej piwnicy już w mieście. Jak wiadomo, winami Eger stoi – samych odmian białych jest w regionie około czterdziestu, więc przebierać można w szczepach i brandach. 

Na styku degustacji i historii znajduje się słynna Bycza Krew, czyli wytrawny Egri Bikaver, którym szczególnie chwalą się egerczycy. Według legendy broniący się w 1552 roku przed Turkami Węgrzy mieli spożywać trunek na murach, prosto z beczek, czym dodawali sobie wigoru podczas walki. Muzułmańscy napastnicy, nie znający wina, byli zaś przekonani, że Węgrzy piją zwierzęcą krew i przez to są niezwyciężeni. Legendę dość szybko demaskuje jeden z naszych przewodników – takie rzeczy nie mogły mieć tu miejsca z jednego prostego powodu: w tym czasie w Egerze nie produkowano czerwonego wina. Jedynie białe. TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_4406

TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_4362

TG_161027_NatGeo_TAT_Wegry_4304